czwartek, 7 czerwca 2018

                                                                          PROLOG




Stanęłam na środku swojego starego pokoju.
Nostalgiczny nastrój dopadł mnie w momencie, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że dzień przeprowadzki faktycznie wreszcie nadszedł. Poczułam dreszcz przechodzący po moich plecach aż do samych stóp. Jak tak teraz przyglądałam się temu miejscu,gdy tak stało całkowicie puste, wcale nie miałam takiego maleńkiego pokoiku jak mi się wydawało na samym początku.
Przeszłam parę kroków do przodu słysząc charakterystyczne trzeszczenie desek pod stopami. Uśmiechnęłam się delikatnie, przypominając sobie jak to było, kiedy mama zawsze goniła tatę, żeby wreszcie zrobił z tym porządek. Przygryzłam dolną wargę, starając się nie uronić łzy. Pociągnęłam nosem i zerknęłam w lustro jakie miałam w drzwiach od szafy.
Nigdy nie byłam duszą towarzystwa, wolałam raczej stać w cieniu popularniejszych ludzi aniżeli sama być w centrum uwagi. Przyjrzałam się dokładnie swojej nędznej postaci. Czarne legginsy, czerwone trampki za kostkę i za duża szara bluza, która należała do mojego taty. Poczułam gulę w gardle i niestety tymrazem nie udało mi się powstrzymać łez. Długie różowe włosy spięłam w niedbałego koka. Zacisnęłam palce na swoim przedramieniu i przełknęłam ślinę.
Na pewno nie byłam gotowa na przeprowadzkę. Wiedziałam o tym doskonale, ale starałam się nie myśleć jak o końcu świata. Bardziej nakierowywałam swoje myśli na pozytywniejsze tory początku czegoś nowego.
Moją uwagę przykuły kolczyki jakie miałam w uchu. Dotknęłam ich i westchnęłam ciężko. Gorzko żałowałam zakładów jakie wymyśliłam sobie z przyrodnim bratem. Mój język i pępek też na tym ucierpiał, chociaż i tak gorzej miał on. Ma niemalże całą twarz obkolczykowaną. Usmiechnęłam się delikatnie.
-Przestań się pindrzyć, bo lustro pęknie.-wywróciłam znudzona oczami i spojrzałam na niego przez ramię. Stał jakby nigdy nic oparty o futrynę od moich drzwi i gapił się jak cielę w malowane wrota.-Rusz swoje cztery litery, bo jedziemy.
-Zaraz.-syknęłam niezadowolona, rozglądając się raz jeszcze po pokoju.-W przeciwieństwie  do ciebie  mam uczucia i ciężko jest mi od tak wszystko zostawić.
Nagato zmarszczył brwi i przez chwilę milczał. Czekałam na ripostę z jego strony, bo już dawno nie przemilczał żadnej z moich pyskówek, ale nie doczekałam sie jej. Obkręcił się na pięcie i spojrzał na mnie przez ramie.
-Masz dwie minuty, berbeciu.-i wyszedł.
Dwie ostatnie minuty starego życia.